Komórki macierzyste w neurochirurgii: jeszcze nie leczymy, robimy badania [WYWIAD]

Eliza Dolecka 2013-10-15
  • W listopadzie minie rok od pierwszego w Polsce i jednego z pierwszych na świecie zabiegu wszczepienia komórek macierzystych choremu ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Na zdjęciu prof. Wojciech Maksymowicz Fot. Szymon Nitkiewicz
  • Prof. Wojciech Maksymowicz: neurochirurg i neurotraumatolog Fot. Szymon Nitkiewicz
  • Na zdjęciu prof. Wojciech Maksymowicz podczas zabiegu wszczepienia komórek macierzystych u pacjenta ze stwardnieniem zanikowym bocznym Fot. Szymon Nitkiewicz

Kiedy z komórek macierzystych powstaną "części zamienne" dla chorych? Czy uda się wyleczyć z ich pomocą pacjentów ze stwardnieniem rozsianym? Czy warto przechowywać krew pępowinową? Rozmawiamy z prof. Wojciechem Maksymowiczem, kierownikiem Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie, rok po pierwszym w Polsce zabiegu wszczepienia komórek macierzystych u pacjenta ze stwardnieniem zanikowym bocznym (SLA).

Komórki macierzyste charakteryzują się dwiema unikalnymi cechami: są zdolne do nieograniczonej liczby podziałów, a w efekcie odnawiania swej puli, oraz do przekształcania się w inne typy komórek. Ze względu na pochodzenie dzieli się je na embrionalne (ESC) i somatyczne. Te drugie znajdują się w tkankach dorosłych organizmów - na razie medycyna znajduje zastosowanie głównie dla nich. Chociaż dorosłe komórki macierzyste mają ograniczoną zdolność przekształcania się w różne tkanki, okazują się bardziej przydatne. Nie grożą odrzutem, gdy biorca jest zarazem dawcą i nie obserwuje się ich niekorzystnych przekształceń. Ich najcenniejszym źródłem jest krew pępowinowa, inne źródła to szpik kostny i krew obwodowa. Według niektórych doniesień w tkankach dorosłych osób odkryto także małe komórki somatyczne o cechach embrionalnych. Możliwe, że do nich należy przyszłość.

W sierpniu w czołówkach serwisów informacyjnych znalazła się informacja o tym, że naukowcom z Austrii udało się wyhodować z komórek macierzystych mózg.

O tym, do czego obecnie komórki macierzyste przydatne są w medycynie i jaka jest przyszłość takich terapii rozmawiamy z prof. Wojciechem Maksymowiczem, neurochirurgiem i neurotraumatologiem, dziekanem Wydz. Nauk Medycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Prof. Maksymowicz w 2008 roku założył Klinikę Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie, w której przeprowadzane są nowatorskie w skali światowej zabiegi z wykorzystaniem komórek macierzystych.

Eliza Dolecka: Kiedy realnie możemy się spodziewać skutecznych "terapii na miarę"?

Wojciech Maksymowicz: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym bawić się we wróżbitę. Ostatni rok przyniósł więcej odkryć w zakresie biologii molekularnej i genetyki niż pięć poprzednich, a one znowu pozwoliły odkryć więcej niż poprzednia dekada, itd. Po drodze było wiele rozczarowań. Nie ma ściśle określonego planu: istotne są wnioski z badań i pomyłek. To one podsuwają często nowatorskie pomysły i decydują o kierunku dalszych prac. Czasem coś można zaplanować w miarę precyzyjnie. Tak było z ludzkim genomem, bo finał zależał przede wszystkim od zwielokrotnienia wysiłków, zaangażowania ludzi. Ale przewidzieć, kiedy z komórek macierzystych będziemy w stanie produkować zanikające organy? To wciąż sfera marzeń.

Marzenia? Przeprowadzacie w Olsztynie zabiegi wszczepiania komórek macierzystych do płynu mózgowo-rdzeniowego u pacjentów ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Trudno o bardziej konkretne działania.

- Pacjenci chcą wierzyć, że mamy już jakiś lek, a to nie tak. Podobnie jak zespoły w USA i Izraelu na razie prowadzimy badania na ochotnikach. Specyficzne, bo obejmują pacjentów, którzy nie mają nic do stracenia. Jak dotąd medycyna jest bezradna wobec tej choroby i chorzy umierają w męczarniach w ciągu 3-5 lat od wystąpienia pierwszych objawów. Badania są nietypowe, bo nie ma tzw. "ślepej próby", czyli nie porównujemy pacjentów poddanych terapii do grupy, u której zastosowano placebo, bo w tym konkretnym przypadku wydaje się nam to nieludzkie. Myślę, że za rok, dwa będziemy mogli wstępnie ocenić skuteczność terapii. Dziś mogę powiedzieć tylko, że wszyscy pacjenci żyją.

Czemu konkretnie służą te badania i jak wyglądają?

- W pierwszej kolejności chcemy się upewnić, że ta terapia nie szkodzi i nie przyspiesza rozwoju choroby. Przed podaniem komórek obserwujemy chorych przez 6 miesięcy, badamy, by dowiedzieć się, jak choroba u nich przebiega. Po półroczu pobieramy ich własny szpik, wyodrębniamy komórki macierzyste, a potem przez średnio 5 tygodni namnażamy je w specjalnej hodowli. Dopiero wtedy ich większa liczba może być wprowadzona do kanału kręgowego pacjentów. Już wiemy, że nie są one doskonałe: w większości nie przekształcą się w oczekiwane komórki, szybko obumierają i nie są w stanie łączyć się, tworzyć sieci, jak te "prawdziwe". Mają jednak pewne zalety i liczymy na to, że przynajmniej spowolnią rozwój choroby. By to jednak stwierdzić, znowu potrzebujemy 6 miesięcy, potem następnych, w trakcie których badamy rdzeń kręgowy, parametry krwi, funkcje układu odporności. Gdzieś tli się nadzieja, że z czasem objawy zaczną się wycofywać, ale ja nawet nie pozwalam sobie dziś zakładać takiego finału. Nie chcę nikomu obiecywać cudu.

Jak działają te wciąż niedoskonałe zamienniki neuronów?

- Wydaje się, że choć same są nieporadne, uwalniają czynniki wpływające osłonowo na naturalne, zajęte chorobą neurony. Trudno przewidzieć, do czego to ostatecznie doprowadzi. Teraz potrzeba czasu, cierpliwości. Tej brakuje pacjentom. Chcieliby zaraz, teraz. Rozumiem to, bo ich stan często szybko się pogarsza, jednak my, nawet w akcie rozpaczy wobec cierpienia ludzi, nie możemy działać wyłącznie na emocjach. "Eksperymenty medyczne" nie są efektem dumania w fotelu. Są poprzedzone wieloletnimi badaniami, analizami, doświadczeniami na zwierzętach, itd. Wreszcie trzeba zaryzykować. Dziesięć lat temu prof. Wiesław Jędrzejczak po raz pierwszy w Polsce zrobił to przeszczepiając komórki macierzyste dla ratowania chorego umierającego na białaczkę. Sukcesu wtedy nie było, wiele osób w krzywdzący sposób atakowało profesora, a dziś już standardowo ta metoda jest wykorzystywana w hematologii i to na razie jedyne dowiedzione zastosowanie lecznicze.

Ostatnio głośno było w mediach o pacjencie z SLA, który zdecydował się na zabieg w Izraelu, bo "przez procedury" nie mógł się doczekać na zabieg w Olsztynie. Wielu chorych musicie odsyłać z kwitkiem?

- To w ogóle nie tak. Rzeczywiście, nie mogliśmy temu panu wszczepić komórek od razu, byłoby to możliwe nie wcześniej niż w lutym. Po pierwsze dlatego, że jest kolejka i nikt jej nie ominie, a po drugie, jak wspomniałem, przed zabiegiem konieczne są obserwacje, badania i wreszcie długotrwała hodowla komórek. Zabiegów z marszu nie ma ani u nas, ani w znanym mi ośrodku izraelskim, ani nigdzie indziej. Szczerze mówiąc: nie mam pojęcia, co ten pacjent będzie miał robione za potrzebne 200 tysięcy, ale obawiam się, że nie zabieg z wykorzystaniem komórek macierzystych.

Dlaczego?

- Ośrodki badawcze, a takie obecnie wszczepiają komórki macierzyste, nie świadczą usług, tylko robią badania, więc nie mogą za to brać pieniędzy. Zabieg nie może być przeprowadzony natychmiast, bo komórki muszą zostać wyhodowane. Pobieramy szpik chorego, potem przeprowadzamy selekcję komórek, wreszcie rozpoczynamy ich namnażanie, by z początkowego miliona powstało kilkadziesiąt. Na to potrzeba czasu. Docierają do mnie sygnały, że szpik ma być pobrany od brata, a to już zwiększa ryzyko powikłań immunologicznych, odrzutu. Dokładanie nowych zagrożeń przy z założenia trudnym, nieprzewidywalnym zabiegu? To kuriozalne. Nie wiem... Może komórki będą ze słabo kontrolowanych źródeł w Rosji, Indiach, może z Chin? Chociaż nawet tam wygasza się już tego typu działalność. Może komórki od martwych płodów? Tu nie ma wątpliwości etycznych: mówimy o płodach zmarłych z przyczyn naturalnych. Takie badania prowadziła z powodzeniem dr Maria Michejda w USA, ale również nie było mowy o sprzedaży.... Prawdopodobnie to nie będzie zabieg wszczepienia komórek macierzystych. Trudno liczyć, że to coś da.

Skoro pieniądze na państwa badania nie pochodzą od pacjentów, to skąd się biorą?

- To przede wszystkim pieniądze państwowe, z grantów. Niełatwo je uzyskać, zwłaszcza na pomysły nowatorskie, dla młodych zespołów, gdy w zasadzie na wszystko brakuje pieniędzy. Ostatnio jest jednak lepiej. Walczymy, próbujemy i coś tam się udaje zdziałać. Do władz dociera, że komórki macierzyste z czasem mogą znaleźć szerokie zastosowanie. W przyszłości chcemy z ich pomocą leczyć nie tylko choroby rzadkie, ale także odwracać procesy degeneracyjne w układzie krążenia, leczyć choroby cywilizacyjne... Lada dzień wspólnie z profesorami neurologii Adamem Czaplińskim i Krzysztofem Selmajem rozpoczynamy badania na ochotnikach ze stwardnieniem rozsianym. W tym przypadku jesteśmy bardziej ostrożni przy kwalifikacji . Chociaż to straszna choroba, przebieg jest różny, medycyna zna już leki spowalniające jej rozwój, a my nie możemy pacjentom szkodzić. Do badań kwalifikowane są osoby w zaawansowanym stadium choroby.

Pojawiają się głosy, że w przypadku "terapii na miarę" w grę wchodzą tak duże pieniądze, iż istnieje spore zagrożenie reglamentacji usług w przyszłości, kontrolowania tego przez koncerny farmaceutyczne...

- Cóż, największe odkrycia i patenty nie należą do firm farmaceutycznych. One wcale nie kwapią się, by wydać miliony dolarów na jakieś badania. To wciąż świat uniwersytecki. Dopiero potem rynek odławia to, w co trzeba włożyć miliard, z tego połowę na reklamę, by odkrycia zamienić na konkret. Celem firm jest jak największa sprzedaż, a nie ograniczanie dostępu do leków.

Skoro komórki macierzyste to przyszłość, warto zostawiać krew pępowinową dziecka w banku?

- Krew pępowinowa to z pewnością cenny materiał. Zawiera zdecydowanie więcej komórek macierzystych niż krew obwodowa, nawet małego dziecka. Zapewne będzie z czasem wykorzystywana w coraz większym stopniu. Ale kiedy i w jakim? To kolejna zagadka. Banki w takim rozumieniu, jak to wyglądało kilka lat temu, czyli, że rodzice płacą spore pieniądze za przechowywanie krwi, wydają się sensu nie mieć. Kiedy jednak rozmawiamy o przekazywaniu krwi nieodpłatnie, nie tylko dla siebie, ale dla potrzebujących, na preparaty - to zupełnie inna sprawa. Zamiast wyrzucić do śmieci, lepiej zostawić. Można w ten sposób kogoś uratować.

Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Czytaj także:

Wywiad z onkologiem prof. Piotrem Rutkowskim o ochronie skóry przed słońcem

Wywiad z lek. med. Aleksandrą Kapałą: Nie ma "diet leczących raka"

Wywiad z prof. Piotrem Kalicińskim na temat przeszczepu wątroby u dzieci

Podziel się: Facebook

Komentarze (57)

  • fakcior

    Oceniono 93 razy 77

    Jeżeli chodzi o komórki zgromadzone we krwi pępowinowej to tutaj banki przechowujące taka krew żerują na portfelach i niewiedzy świeżo upieczonych rodziców. Wmawiają rodzicom, że to inwestycja na lata, a tak naprawdę prawdopodobieństwo, że dziecko skorzysta z takiej krwi jest znikome. Tak naprawdę krew pępowinowa może i ratuje życie i zdrowie dorosłych ludzi. Jednak w Polsce to zupełna nowość i uwaga w ogóle nie uregulowana prawnie! W Polsce każdy może założyć taki bank i trzymać te komórki nawet w garażu. A we Francji krew pępowinowa jest własnością państwa i ratuje co roku życie kilkuset osobom. Może Pan minister zdrowia by się tym zajął?

  • Gość: 165465464

    Oceniono 84 razy 32

    U nas nie będzie, bo bozia nie pozwala, czyt.: bez choroby nie ma zgonów, bez zgonów nie ma pogrzebów, bez pogrzebów nie ma pieniędzy dla księdza, a kasa musi się zgadzać.

  • Gość: Katrin

    Oceniono 37 razy 29

    Poraził mnie poziom komentarzy. Czy ktokolwiek z Was wysilił się, żeby sprawdzić, na jakich zasadach działają banki krwi? Po pierwsze jest w Polsce 6 banków prywatnych i 3 banki wyłącznie publiczne (kilka banków prywatnych w ramach grantu od ministerstwa działa na zasadzie banku publicznego). Żeby funkcjonować, potrzebują zdobyć uprawnienia od Ministerstwa Zdrowia (@fakcior: garaż? wtf?), reguluje je też Ustawa z 2005 o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Właścicielem komórek "publicznych" jest Skarb Państwa, a rejestr prowadzi Poltransplant. Przez nich masz też dostęp do baz z innych krajów (@arhangel: no Amerykę odkryłeś, szkoda, że Google'a nie odkryłeś, a zafoliowane prosiaki to ostatnio w Makro były, chyba Ci się artykuły pomerdały). Jeżeli ktoś znajdzie w publicznym polskim lub zagranicznym banku pasujące komórki, to gdy leczenie jest wskazane przez NFZ, to refunduje on też komórki. Szansa wykorzystania komórek wyodrębnionych z krwi pępowinowej do leczenia własnego jest baaardzo mała, natomiast wykorzystania ich do leczenia rodzeństwa to już ok. 1% prawdopodobieństwa. Można gdybać, czy to dużo czy mało, ale jeżeli ktoś chce płacić te ok. 400-500 zł rocznie za to, żeby ubezpieczyć ten 1% ryzyka, to jest to jego decyzja i nie można naśmiewać się ani z takich rodziców, że głupi i naiwni ani szkalować banków, które im taką możliwość zapewniły. Mnie na to nie byłoby stać, ale jeżeli ktoś ma sporo kasy, to proszę bardzo. Banki publiczne to rzecz świetna, natomiast ktoś je musi finansować (pobranie, badania krwi, czy jest zdrowa, określenie markerów, wyodrębnienie komórek i trzymanie ich potem latami w ciekłym azocie w temp. ok. -180 st. kosztuje sporo), a Ministerstwo Zdrowia ma na to mały budżet. Stąd nasze banki publiczne mają tyle krwi, na ile stać państwo.

  • Gość: cezar85

    Oceniono 50 razy 20

    kościół mówi nie

    ale jak im przestaną stawać

    to będą pierwsi w kolejce

  • Gość: psychiatra Macierwqicza

    Oceniono 38 razy 18

    :-) Wiele wieków musiało minąć i wiele tysięcy ludzi spłonąć na stosach, zanim kościół zaakceptował to, że ziemia jest kulą a nie płaska. Fakt reprodukcji części ludzi z godnie z zapotrzebowaniem ... :-) , to będzie szok dla przebierańców w czarnych sukienkach (obłudni już obecnie zamiest się modlić o swoje zdrowie, idą do lekarza ...).

  • Gość: arhangel

    Oceniono 30 razy 14

    Wpadłem na taki mały pomysł żeby kazde charytatywnie oddane narządy czy mililitry kwi
    były rejestrowane w jakims systemie.
    Dawca miałby obywatelski obowiązek sprawdzić w internecie czy jego czyn
    został prawidłowo zarejestrowany.

    Ukróciłoby to robienie z nas zafoliowanych prosiakow dla bogatszych

  • Gość: andd

    Oceniono 14 razy 14

    tylko szkoda, że jedynym miejscem gdzie można oddać krew pępowinową na cele społeczne - jest Warszawa.
    Owszem sa organizowane akcje w kraju, że w wybranych szpitalach, w pewnym okresie można oddać taką kwer - ale to tylko akcja ograniczona co do określonego czasu.
    Ja będę wkrótce rodzić - i chętnie bym oddała tą krew. No i co? Nie mam gdzie tego zrobić!

  • kniazwitold

    Oceniono 28 razy 10

    Za chwilę sekta niedorozwojów umysłowych (sadzać po ostatnich oświadczeniach niejakiej Luminescencji Michalika) zadepcze to, opluje i zniszczy, bo w ich ukochanym średniowieczu jeszcze o tym nie widzą, nie słyszeli, nie było okulnika z Watykanu (przychodzą ze 100 letnim opóźnieniem).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX